› OGŁOSZENIA
› FIRMY
› ARTYKUŁY

Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort

› wywiady ponad rok temu    22.02.2016
Redakcja elblag.net
komentarzy 0 ocen 7 / 100%
A A A
9 zdjęć fot. Bartłomiej Ryś

Prawie pięć i pół tysiąca osób lubi profil „Bajkowe torty w Elblągu”. Dekoracje, które tworzy pani Marlena to prawdziwe, nie bójmy się tego słowa, dzieła sztuki. Każdy, kto widzi efekty jej pracy, potrafi wyrazić swój zachwyt wyłącznie krótką onomatopeją „łaaaał”. Mówiąc krótko: ciężko znaleźć odpowiednie słowa, aby określić zachwyt. O początkach swojej firmy, pasji i o tym, jak to (przypadkiem!) pokroiła tort weselny już na sali, opowiada w specjalnym wywiadzie dla naszej redakcji.

Każdy biznes, zwłaszcza ten, gdzie zawarty jest element pasji, ma swój początek. Jak on wyglądał w przypadku Bajkowych Tortów?

- Wszystko zaczęło się od osiemnastych urodzin syna, na które trzeba było zrobić tort. Tort nietuzinkowy. Trzeba było również wykonać ciekawą dekorację – była to gitara, która całkowicie mi nie wyszła (śmiech). Krem, polewa.. cóż, również. Jestem jednak upartą osobą, więc stwierdziłam: nie wyszło pierwszy raz, drugi, trzeci, ale uda się za piątym czy dziesiątym podejściem. Pojawiła się gdzieś w międzyczasie strona mojewypieki.com, która mnie po prostu zainspirowała, zaraziła pieczeniem. Był tak czas, że przychodziłam z pracy, piekłam dwa ciasta dziennie, a moja rodzina musiała to próbować (śmiech). Jury, wiadomo, najsurowsze jest w domu. I tak to się zaczęło – od wypieków w domu. Wypieków na potęgę, próbowałam swoich sił w każdym aspekcie tego słowa...

I jak efekty? Jak rodzina oceniała Pani starania?

- Nie ma co ukrywać – na początku efekty były po prostu mizerne. Jedne smakowały, inne nie a np. desery – w ogóle (śmiech). Lody były po prostu niezjadliwe. Wtedy nie miałam żadnego sprzętu, wyłącznie ręczny mikser co też miało bezpośredni wpływ. Z biegiem czasu szło mi coraz lepiej, aż wreszcie... przestałam piec ciasta, bo nikt nie chciał już tego jeść. Wzięłam się więc za samą dekorację.

Rozumiem, że pierwsze kroki w dekorowaniu tortów nie były... kolorowe?

- To prawda, pierwsze dekoracje były po prostu w opłakanym stanie. Masa cukrowa, którą robiłam sama, nie nadawała się do precyzyjnego wykonywania figurek – to po pierwsze. Po drugie myślałam, że robię ładnie, wydawało mi się, że robię coś najpiękniejszego na świecie (śmiech). Cóż, dziś dopiero wiem, jak bardzo się wtedy myliłam.

Ale przecież Pani się nie poddaje...

- Oczywiście. Krok po kroku zmieniałam wszystko, począwszy od nowej masy cukrowej, którą można było kupić, poprzez strony internetowe, które dawały mi nowe inspiracje, technikę wykonywania dekoracji „jak to się robi” i kończąc na postaciach bajkowych. Zaczęłam na początku wykonywać te proste, z biegiem czasu coraz bardziej skomplikowane oglądając specjalne tutoriale, czyli filmiki instruktażowe „krok po kroku”.

Jak długo trwał ten cały proces kształcenia, o którym Pani opowiada?

- Od pierwszego tortu minęły trzy lata. Można powiedzieć, że jestem samoukiem. Do kremów, które dziś wykonujemy, doszliśmy sami. Wcześniej pomagała mi mama, teraz pomaga mi mąż. Zajmuje się m.in. pieczeniem biszkoptów i składaniem tortów. Do wszystkiego jednak doszliśmy sami, metodami prób i błędów, smakowaniem i niezliczoną ilością czasu, jaką poświęciliśmy na tak zwane samokształcenie. Nic nie jest zaczerpnięte „od kogoś” - wszystko to są nasze proporcje i nasze próby.

Kiedy więc pojawił się ten przełomowy moment, w którym stwierdziła Pani „hej, to co robię, jest fajne – może zacznę to sprzedawać!”?

- Dosyć szybko zaczęłam zarabiać, bo było po prostu zapotrzebowanie na tego typu usługi. Było mało tych tortów, konkurencja „domowa” była niewielka.Teraz Pań tortujących jest sporo więc trzeba postawić przede wszystkim na jakość. Stąd też szkolenia: jedno już jest za mną (związane z tworzeniem figurek), z drugiego wróciłam wczoraj, które było poświęcone tylko i wyłącznie ludzkim figurkom. Dzięki temu wiem, jak dobrze i dokładnie wykonać ludzką twarz.

Mówi Pani o szkoleniach, w których uczestniczyła Pani w ostatnim czasie. A wcześniej?

Na szkolenia zdecydowałam się dopiero teraz, aby rozwinąć swoje umiejętności. Wcześniej uczyłam się sama. Pomógł internet, YouTube, ale generalnie wszystkiego uczyłam się sama.

Jak trafili do Pani pierwsi Klienci?

- Znajomi, rodzina – to pierwsze osoby, które u mnie „zamawiały”. Nie można tu jednak mówić o jakimś zarobku: bardziej był to zwrot poniesionych kosztów. Później to już tak zwana „poczta pantoflowa”. Dziś zgłaszają się do nas Klienci nie tylko z Elbląga, ale i też Olsztyna, Trójmiasta czy nawet Warszawy. To cieszy, ponieważ w większych miastach konkurencja jest duża a i tak nasze dekoracje wygrywają.

A ile wykonuje Pani takich dekoracji miesięcznie?

- Hmm, ciężko powiedzieć. Zapotrzebowanie na torty jest zależne od okresu. Wakacje i ferie to zazwyczaj przestój, święta to przede wszystkim śluby i chrzciny. Średnio wykonuję 30-40 dekoracji miesięcznie.

Więc to nie jest „fabryka dekoracji”?

- Oczywiście, że nie. Gdyby była to rzeczywiście fabryka, to robilibyśmy po 30 dekoracji – ale tygodniowo. To jest nasze hobby, nasza pasja – Bajkowe Torty nie są naszym głównym zajęciem. Z tym biznesem wiążemy jednak przyszłość. Mamy w planach otwarcie pracowni, jeszcze długa droga przed nami, ale już powolutku się za tym rozglądamy.

Ile czasu zajmuje stworzenie dekoracji?

- Czas wykonania? To zależy od projektu. Niekiedy uda nam się wykonać pełną dekorację w dwie godziny, ale jeżeli jednym z jej elementów jest ludzka figurka... Cóż, czas potrzebny na to, aby wykonać taką figurkę, to nawet cztery godziny. Trzeba więc wtedy rozłożyć pracę na kilka dni.

Czy jest jakikolwiek limit „wyobraźni” Klienta, który zamawia u Pani dekoracje?

- Myślę, że nie jest Pan w stanie sobie wyobrazić, jak moi Klienci mają bujną wyobraźnię, zaskakiwali mnie wielokrotnie. Co oczywiste, moje umiejętności nie pozwalają na wszystko, ale zawsze staram się przyjąć zamówienie nawet takie, którego nigdy wcześniej nie robiłam. Tak właśnie wybudowałam swoje doświadczenie: brałam zamówienia na figurki, których potwornie się bałam, których wiedziałam, że nie umiem. Dodatkowo krążyła mi myśl, że mam zaledwie 3-5 dni na nauczenie się ich. To jest dla mnie motorem napędzającym. I do dziś tak jest: najpierw bierzemy zamówienie, a potem zastanawiamy się „jak to zrobić”. No ale... zawsze wychodzi.

Projekty, które zapadły Pani szczególnie w pamięć.

- Globus! A dokładniej: walizka z globusem na wierzchu. Pierwszy raz malowałam ręcznie na torcie. Wyszedł przepięknie. Strasznie jestem z niego dumna. Był przeznaczony dla Pana, który ruszał w podróż swojego życia, do Brazylii. Zapamiętałam również te pierwsze torty, nieudane, które, jak się teraz patrzy, ogarnia człowieka śmiech. Ale jestem z nich dumna, bo to był mój pierwszy krok, nigdy czegoś takiego wcześniej nie robiłam. Od tego wszystko się zaczęło... Jestem również zadowolona z tego, że zdecydowałam się na szkolenia. Efekty są ogromne. Są oczywiście ludzie, którzy mają taki talent, że wezmą kawałek masy czy modeliny i ulepią coś pięknego. Ja musiałam przejść długą drogę, żeby się tego nauczyć. To nadal nie jest perfekcyjne, ale zadowalające. Do perfekcji jeszcze długa droga.

Wcześniej rozmawialiśmy o tym, że torty ślubne „przyprawiają o ból brzucha”. Dlaczego?

- Tak, ponieważ nieważne jest to, czy ślub jest na 20, 40 czy 200 osób, to i tak tort jest jedną z głównych atrakcji wesela, wjeżdża on zawsze „z fanfarami”. Musi wyglądać naprawdę idealnie. Tu nie można zastosować żadnych „trików” w razie gdyby coś się nagłego stało. Każdy kwiatek, każda przyklejona perełka, figurki – muszą po prostu wyglądać perfekcyjnie. Ile to trwa? Zależy od projektu. Są takie torty, które można udekorować w 3-4 godziny. Są również takie, gdzie trzeba poświęcić czas na figurki (przypominam: jedna to około 4 godziny), dekoracja idealna niczym cięcie chirurgiczne. To naprawdę jest dużo czasu.


- Podsumowując: nie sądzę, aby w tych „dużych” cukierniach tak indywidualnie podchodzono do Klienta, jak dzieje się to u nas.

Dziękuję bardzo za rozmowę, życzę powodzenia i dalszego rozwoju!

Facebook Bajkowe Torty

Artykuł sponsorowany.

  • Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort
  • Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort
  • Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort
  • Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort
  • Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort
  • Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort
  • Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort
  • Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort
  • Kiedyś poproszono mnie, abym weszła na salę i pokroiła swój tort
ilość zdjęć 9 dodaj zdjęcia Masz swoje autorskie zdjęcia? Dodaj je do naszego tekstu.
Warmia i Mazury regionem zjednoczonej Europy Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego
Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007-2013.